Artykuły:
>Po co to komu?
>Wybór artysty
>Przed i po
>Różne
>Pieprzenie
>Ble, ble, ble
>Olśnienie
>(sic)!
>O zachowaniu
>Lament
>Początek
>Coś o niczym
>Nurtujący nurt,czyli często zadawane pytania
>Boli, nie boli...
>Unikatowe dzieło sztuki
>Dorosła dojrzałość
>Pieprzenia ciąg dalszy, czyli dupy trucie
>Żółtaczka, HIV i inne przyjemności
>Ruchome piaski
>Ryba znaczy Szatan?!
>S(t)ymulator >Tatuaż z surówkami na wynos 100g 20 zł !NEW! >"Mamo, daj na tatuaż..." !NEW! >Machineria !NEW! >KONFESJONAŁ !NEW! >Fajnie jest być głupkiem !NEW!
Sylwetka:
>IFs
>Qui_Gon
>Chris
>Ponton
>Filo

KONFESJONAŁ

Dzień 1

   Blady świt puka do mych zalanych jeszcze snem powiek, w głowie z uporem maniaka do świadomości dobija się myśl, że muszę podnieść śmiertelną powłokę z ciepłego jeszcze łóżka... Tak, wstanę. Mam dziś sporo pracy, nie mogę w nieskończoność czcić boga lenistwa, kult jego zaczyna przybierać kształt rytuału, zaś świadomość konieczności zarabiania przygnębia i sprawia, że oddaję się temu jeszcze bardziej...
   Poranna toaleta, narzekanie na złośliwość losu, który wyrwał mnie z krainy Morfeusza, gorąca kawa...Dużo cukru, dużo śmietanki, pierwszy pozytyw odkąd otworzyłem oczy. Plan na dziś: dwie prace. Jedna dość wymagająca, druga, banalna. Optymizm narasta wraz z upływem czasu, w żyłach zaczyna płonąć krew, budzę się w pełni. Zaczynam rozstawiać sprzęt, każdą maszynę oglądam z innej perspektywy, delektuje się światłem tańczącym na równej i ociekającej chromem powierzchni...Fetysz niemalże. Wszystko ma swoje miejsce, pomimo powierzchownego chaosu, wszystkie elementy układanki są ustawione z ogromną dokładnością.
   Pojawia się osoba, której mam za chwilę zmienić oblicze, zmienić kształt nadany przez Stwórcę. Niezależnie od tego jakbym go nie nazwał, zaczynam mieszać w jego sprawach...To dodaje skrzydeł, daje wrażenie, ze jestem kimś, kto może sięgnąć do tych aspektów, o których inni nie mogą nawet marzyć, nie maja nawet odwagi marzyć...
   Nadęta filozofia...ale pozwala nie myśleć o prozaiczności zaistniałej sytuacji, zmusza do refleksji, nie pozwala utonąć w bagnie codzienności.

   Rozpoczynam pracę... Dla niwelacji stresu, obiekt bądź płótno zaczyna swoją tyradę odnośnie zdarzeń aktualnych w jej życiu, niby nic znaczącego jednak zaczynam odczuwać zaangażowanie, chcę jakoś zaistnieć w tym monologu i wykazać się. Nie daję rady przebić się przez słowotok, który jest skutecznie zagłuszany przez maszynę...Mimo zniechęcenia do wysłuchiwania tej jednak ciekawej historii staram się na bieżąco analizować fakty, uśmiechać się, wykazywać zainteresowanie. To nawet zabawne, nie mam ochoty tego słuchać a mimo wszystko ciekawość ściska gardło i zmusza do podzielności uwagi...
   Kończę pracę, mam 3 godziny przerwy...Nie zdawałem sobie dotąd sprawy jak zbawienny wpływ na tatuowanie może mieć muzyka, nawet ta z radia. Audycja poświęcona miłośniczkom „BRAVO”, puste gadanie o niczym, ale pozwala uciec od myśli. Kolejny papieros kończy żywot w popielniczce, łyk zimnej kawy i do pracy znowu.
   Powtarzam cały obrzęd raz jeszcze, przedłużając go w nieskończoność. Ten sam zestaw pytań od lat, powtarzanie tego samego tekstu bez końca z nadzieją, że wreszcie dotrze do końca... Znów zaczyna się zbijanie stresu, mowa o niczym, niczym dla mnie. Jakoś nie potrafię się wciągnąć w dyskusję o błędach koleżanki...nie, nie potrafię. Szum w głowie staje się coraz głośniejszy, nadmiar zbędnych informacji, brak filtru, brak firewall’a, który by zatrzymał napływ tej mętnej rzeki brudnej wody... Zaciskam zęby i odliczam czas do końca pracy...

   Wieczorem znów padam na twarz, chcę tylko zasnąć i spać jak najdłużej. Snem niezmąconym niczym, nawet jednym słowem... Szum w głowie nadal jest, nie pozwala spać, jeśli tak ma wyglądać każdy dzień tej pracy to nie wytrzymam długo, skończę w szpitalu dla obłąkanych. Póki umysł chłonąć będzie słowa jak gąbka, nie wydostanę się z tej sytuacji...

Dzień 2

   Czuję oddech świata na plecach. Uśmiecha się do mnie szyderczo, oboje wiemy co mnie dziś czeka. On nic nie ryzykuje, ja wiele... Pierwsze starcie przegrałem, nie wytrzymałem psychicznie, nie miałem odwagi krzyknąć: „Zamknij ten swój głupi ryj i pozwól mi pracować!!!” Nie potrafię... Musze być zawsze grzeczny i spokojny, bez frustracji, bez nerwów. Taki już mam charakter...
   Powtarzam całą operację raz jeszcze. Teraz już bez wiary, bez emocji. Czekam na kolejne wypowiedzi, z których najbardziej mnie interesuje ostatnia kropka. Pracuję, pasja daje się we znaki, znów krew płynie szybciej, znów żyję...
   Zmieniam ucho, raz włączając jedno, raz drugie. Pozwala to uniknąć zaśmieceniu umysłu całkowicie, daje sztuczne i ograniczone rozsunięcie niechcianych wypowiedzi. Wmawiam sobie, że jest to kilka osób, które mnie spotykają przypadkiem i nagle coś do mnie mówią. Z przylepionym sztucznym uśmiechem działam dalej...
   Potem jest jeszcze gorzej...Następny wielbiciel zwierzeń, proszę o zmniejszenie aktywności oralnej bowiem łeb mi zaczyna pękać od beznadziejnych opowieści, dowcipów, które słyszałem tylko tysiąc razy. Jest cisza, tylko chwilowa ale jest. Długo nie wytrzymał, zaraz próbuje mnie zagadać. Usta zszywają się niewidzialną nicią , nie pozwalam sobie wybuchnąć i z tym samym sztucznym uśmiechem pracuję dalej. Czekam na radosne trzaśnięcie drzwi...
   Wieczorem znów ten sam szum w głowie, rozwalający myśli od wewnątrz. Jest ich milion na sekundę a zarazem nie ma żadnej. Każda pcha się jako pierwsza, każda chce znaleźć się na katedrze. Gdy już się do niej dostaje, milknie nagle i znika a na jej miejsce wstępuje kolejna i kolejna...Wreszcie wygrywa jedna. Ta najdziwniejsza i wyśmiana przez inne, odrzucona już na starcie, ta, która z uporem parła do przodu. Przedostała się, nieporadnie wgramoliła się na podest umysłu i otwierając pocieszne w swej brzydocie usta mówi. Mówi o tym jaka jest i jaką się czuje...I zadaje pytanie: Czy ja to się nie zaczynam kurwić? Panuje konsternacja, jak na to odpowiedzieć?
   Każdy artysta sprzedaje siebie tworząc jakieś dzieło, oddaje siebie w najbardziej intymnej postaci. Pozwala się oglądać od strony, której nie pokazuje w codziennym życiu. Bierze za to pieniądze...
   Nie, to nie to. Zszyte wargi, szwy naderwane do krwi dzisiejszą próbą krzyku już nie krwawią. Wyciszam się, szukam odpowiedzi...Może korelacja z materiałem jakim jest drugi człowiek jest niezbędna do dalszej, własnej egzystencji? Raz nie wyszło, to nie jest powód aby się poddać...Zaryzykuję i dam popalić swojej upartości...

Dzień 3

   Dzisiaj mam chęć otworzyć oczy, wiem, że wygram, wierzę w to. Skopie dupę światu, który dał mi wczoraj wycisk. Dzisiaj kontratak, jak w „Star Wars” ;).
   Ponawiam rytuał, rozstawiam kram z wiarą. Przybywa już nie obiekt ale człowiek. Zaczynamy spokojną rozmowę, na dzień dobry niemalże o pogodzie. Uśmiecham się, naprawdę szczerze. Zaczynam pracę. Włączam się aktywnie do dyskusji, nie odpuszczam nawet na chwilę. Jestem naprawdę zainteresowany tym, jak to soczyście rano zesrał się Pimpuś. Kurde, to nawet fajne...Dlaczego nie chciałem rozmawiać z ludźmi wcześniej? Przecież nie muszę tego traktować serio, jak telewizję, bez wiary, ale z dużą dawką śmiechu. Zjadłem swoje ego, pokonałem megalomanię, która urosła do wielkości niewyobrażalnej. Była tak wielka, że ledwo mieściła się w głowie, a teraz leży bez ruchu, życia...
   Koniec pracy, jeszcze kilka słów zamienionych w drzwiach, uśmiech realny, nie jeden z tych przyspawanych do twarzy lecz prawdziwy, z głębi...sam nie wiem, duszy...
   Znów to samo zamieszanie w głowie, wszystkie myśli biegną, żadna nie osiąga celu. Niespodziewanie na wierzch z gotującego się bagna innych wyłania się myśl całkowicie bez sensu. Uznana wśród braci i sióstr za obłąkaną. Wychodzi i krzyczy dziwnym głosem: „Jak kapłan przeżywa spowiedź?”
   Naprawdę dziwna ona była ale wywołała zainteresowanie, wreszcie przekazała coś mądrego. Ja muszę słuchać rzeczy różnych, Dostaję tyle, ile chce mi przekazać rozmówca, bez przymusu i ciążącej konieczności. Kapłan nie ma wyboru, musi tego wysłuchać...Na dodatek, On musi wysłuchiwać rzeczy dziwnych i wstrętnych, czasem obrzydliwych...
   Śmieszne, dzięki tak prozaicznej sprawie jak brak ciszy zrozumiałem, czym jest powołanie. Teraz wiem, dlaczego tatuażysta musi być odporny bądź elastyczny psychicznie. Czyżby musiał też mieć jakieś powołanie...?
   To nie jest fragment pamiętnika, na strumień świadomości jest to zbyt poukładane... To refleksja, która dotknęła mnie pewnego wieczoru przy kolejnym piwie. Jest ona sfabularyzowana, ile w niej Prawdy, wiem tylko ja...

Dante

07 III 2007
by Dante
800x600 or ++
IE, Opera, Netscape, Mozilla i inne...

Dante:
GG: 4462987